Rajd Znienacka - Znów Żędowice

Iwona Smieszkol włącz .

Rajd Znienacka w lusterkuPo wielu pochmurnych dniach, w sobotę w końcu wyszło słońce. Nogi same aż zaczęły się rwać do spaceru po lesie, dlatego po południu zrodził się pomysł, żeby jutro pójść na pierwszego w tym roku Znienacka. Seba zrobił ankietę. Pozytywnie odpowiedziały Irena z Iwoną, Piotrek oraz Irek. Danka też była chętna, ale dopadli ją goście. Irka dopadła ryma, a wiadomo, że jak facet ma katar to jest bliski zejścia z tego świata. Irena nr 2 też była chętna, ale musiała odpuścić, bo nie chciała narazić się proboszczowi, który akurat ten dzień wybrał sobie na odwiedziny kolędowe.
Koniec końców o 14 pod Biedronką stawili się Irena, Piotrek i Seba a za chwilę dojechała jak zwykle spóźniona Iwona z Hanią. No i poszli zawadczańskim deptakiem w stronę lasu komentując po drodze wszystkie napotkane rury. Dokładnie to poszło czterech, a jeden pojechał. Seba nie rozstaje się przecież ze swoim rowerem.

Nad żędowicką zaporąPlan był taki, żeby zrobić kółeczko zahaczając o Żędowice. Po nocnych przymrozkach w lesie zalega jeszcze sporo śniegu. Bardzo przyjemnie było łamać lód na kałużach. Irena z Piotrem narzucili spore tempo więc mała Hania miała chwilowy problem z dotrzymaniem im kroku. Do tego mama założyła jej nowe buciki, które nie wiedząc czemu same ściągały jej skarpetki. No ale tempo się ustabilizowało i szło się nam mega przyjemnie.Degustacja czekoladki Bodajże przy drugim zbiorniku wodnym, a na pewno po przejściu 4km zrobiliśmy sobie małą przerwę, żeby skosztować modnej ostatnio dubajskiej czekolady. Degustacja była wolna, żeby móc w pełni ocenić czy 20 zeta za tabliczkę 122g warte jest wydania. Czekolada co prawda była dość dobra, ale w tej cenie to chyba wolimy skusić się na coś innego. Powoli doszliśmy do młyna w Żędowicach gdzie trzeba było w końcu zrobić jakieś zdjęcie naszej ekipy. Wiadomo było przecież, że Irek będzie się domagał dowodów. Przy młynie w ŻędowicachSeba majster rozpracował statywo-kij i za pomocą inteligencji znajdującej się na nadgarstku udało mu się nas uwiecznić. Jacy my jesteśmy zdolni. Po chwili zastanowienia czy wracać ścieżką rowerową czy lasem padło na to drugie, oczywiście nie tą samą drogą. I tak sobie szliśmy i szliśmy przez zaspy aż doszlismy do kapliczki. Postaliśmy chwilę zastanawiając się na ile wystarczy bateria w elektrycznych zniczach, które mrugały kolorowo przed figurką Maryjki. Przed kapliczką na ul. ZiajiPiękna zielona ławka naprzeciw obstrojona była w puszki po piwie jak choinka na święta w bombki. Zbieracze aluminium mieliby się z czego cieszyć. Powoli zbliżaliśmy się do końca naszego rajdu, jeszcze tylko minąć dwa mostki i już prawie będziemy w domu, choć może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Po sprawdzeniu apek zgodnie uznaliśmy, że10 km mamy zaliczone. Nogi nikogo nie bolały czyli jesteśmy w dobrej formie i możemy planować kolejne rajdy, oczywiście znienacka.Żędowice - Młyn ThielWesoła ekipa Nienacka