Rajd Znienacka - Żędowickie łąki
Jest niedziela rano, za oknem świeci słońce. Dość niespodziewanie, wczoraj pogoda nie zachęcała do spacerów, ale dziś jakby postanowiła się zrewanżować i zaprasza na świeże powietrze. Jest już po dziesiątej, a dzień szybko się kończy, czy znajdą się chętni na Rajd Znienacka? Uruchamiamy pocztę pantoflową i po kilkunastu minutach mamy już trzon grupy – oczywiście idziemy, szkoda nie wykorzystać pogody, o której wychodzimy? Ustalamy więc, że, po pierwsze: start przy Biedronce, to już tradycja, a po drugie: zbieramy się o wpół do trzeciej. Najwyżej wrócimy po ciemku. Po ciemku jeszcze nie chodziliśmy, będzie więc coś nowego. No i jeszcze plan trasy. Ktoś rzuca pomysł: „Droga Adwentowa” i choć nie bardzo wiemy, o co chodzi, zgadzamy się.
O ustalonej porze spotykamy się pod Biedronką, grupa się formuje i powoli ruszamy. Adwentowa droga, jak się okazuje, prowadzi na „wygon”, gdzie oglądamy aktualnie poszerzany i mocno rozkopany trakt. Z prawej strony przesuwa się sylwetka kościoła NSPJ, mijamy tory i wychodzimy na łąki. Skręcamy w lewo w mało uczęszczaną ścieżkę i zmierzamy w stronę Żędowic. Cywilizacja zostaje trochę z tyłu, trochę z boku, z prawej otwierają się coraz mocniej zarastające łąki, aż czuć, jak przyroda powoli, acz systematycznie je sobie zagospodarowuje „sadząc” na nich swój las, las zupełnie inny od tych znanych z innych leśnych wędrówek, bez prostych rządków, kwadratów i numerów. Tutaj każde drzewko wyrasta według własnego uznania, tworzą się naturalne grupki, między nimi wyrastają malownicze małe polanki, można między nimi spacerować jak w labiryncie i poczuć się jak w bajce.
Mijamy tę malowniczą krainę, dochodzimy powoli do granicy między Zawadzkiem a Żędowicami, przecinamy w pewnym momencie drogę na przełaj i wychodzimy skrótem na poprzeczny trakt wiodący wzdłuż starego i majestatycznego lasku. Po drugiej stronie napotykamy kolejne naturalne zgrupowanie młodych drzew i krzewów, trochę się cofamy i wychodzimy dalej na stare wysypisko śmieci. Dziś w miejscu tym znajduje się malutki staw, ostoja przyrody, w którym latem można spotkać całe mnóstwo większych i mniejszych żyjątek.Droga obok stawku jest mocno zabłocona, postanawiamy obejść go więc z drugiej strony. Spotykamy drugą grupę spacerowiczów, tym razem z Żędowic i wchodzimy do małego lasku położonego na niewielkim podwyższeniu. Spacerowicze mówią nam, żeby tam nie iść, bo tam są beboki, ale mimo ostrzeżenia podejmujemy ryzyko i wchodzimy. Lasek jest młody, ale już dość wysoki. Panuje w nim fantastyczna, bajkowa atmosfera. Położony jest na sztucznym nasypie, który przykrywa dawne wysypisko śmieci. Pokrywę tę usypano z nagromadzonej dookoła ziemi, dzięki czemu wokół powstał kompleks bagnisk i małych stawków. Zanurzamy się w tę krainę i nagle zza drzew wypadają… beboki. Nie, to nie beboki, to tylko stado koziołków, które też postanowiło wybrać się na niedzielną przechadzkę. Mijamy je i wychodzimy po drugiej stronie. W dali spoglądamy jeszcze na oddalające się stadko i idziemy wzdłuż kolejnej niecki z wodą.
Z przodu wyłaniają się powoli zabudowania, to już Żędowice. Przechodzimy przez dość malowniczy przepust wodny i wnet lądujemy na asfalcie. Nie ma wątpliwości, to już na pewno Żędowice. Jeszcze nie centrum, ale czuć wyraźnie cywilizację. Odpicowane domostwa w niczym nie przypominają starych chałup sprzed kilkudziesięciu lat. Niektórych nie powstydziłyby się nawet o wiele bardziej „światowe” metropolie. Rozglądamy się dokoła i na usta ciśnie się, że tak po prawdzie, to kiedyś to właśnie Żędowianie jeździli do Zawadzkiego oglądać nowe zdobycze kultury, a teraz to Zawadzanie mogą się uczyć od Żędowian. Idziemy więc i uczymy się. Zabudowa gęstnieje, dochodzimy do centrum. Przechodzimy obok kościoła i zatrzymujemy się koło restauracji Bronder.
W środku jest jakaś impreza, ale wchodzimy do środka i okazuje się, że są jeszcze dwa wolne, całkiem przytulne stoliki. Siadamy przy jednym z nich i zalegamy przy grzanym piwie. Oglądamy zdjęcia, wspominamy trasę. Za oknem zapada zmrok i gdy w końcu wychodzimy, by wrócić, na dworze jest już całkiem ciemno. Chcieliśmy wracać łąkami, ale jednak korzystamy z nowej ścieżki pieszo-rowerowej i wracamy do Zawadzkiego prostą, wygodną i oświetloną drogą. Zatrzymujemy się przy Biedronce, gdzie rajd dobiega końca. W dobrych humorach rozchodzimy się do domów.